Aprecjacja czegokolwiek nie ma znaczenia dla karty
Aprecjacja – trudne słowo. Generalnie oznacza wzrost. Najczęściej kursu walutowego. Niewielu rozumie, bo i nie musi. A czy sama aprecjacjacja ma znaczenie dla Twojej karty kredytowej? Nie! Poniżej tłumaczę dlaczego.
Karta kredytowa to taki twór, który dużo mniej jest wrażliwy na to co się dzieje na rynkach finansowych. Giełda rośnie, czy spada, waluty rosną, czy spadają, LIBOR rośnie, czy spada – generalnie karta “ma to w nosie”. Jej konstrukcja opiera się z reguły na stałym oprocentowaniu regulowanym umową. Najczęściej obowiązuje w ciągu całego roku – czyli na czas wydania plastykowego pieniądza. Dlatego aprecjacja czegkolwiek – choćby kursu walutowego – nie wpłynie na koszty obsługi karty. Ta będzie trwała w swojej – na rok utrwalonej – charakterystyce.
Oczywiście ma to swoje plusy i minusy. Wyobraźmy sobie bowiem sytuację, w której rynkowe oprocentowanie kredytów spada w ślad za decyzjami Rady Polityki Pieniężnej rozluźniającej politykę ceny pieniądza. Chciałoby się, żeby spadło również oprocentowanie karty. A tutaj nieprzyjemna niespodzianka. Bank w żadnym razie nie pokusi się o zmniejszenie Twoich obciążeń. Nie miej nadziei bratku
Z drugiej jednak strony właściciele kart kredytowych wcale nie myślą w kategoriach oprocentowania. Operują raczej kwotami zadłużenia i sprężają się jak mogą w celu ich redukcji. Nie mówią o 20% odsetek w skali roku tylko raczej o pozostałych do spłaty 2000 PLN. Często nie są świadomi jak działa ta plastykowa pułapka, namiastka luksusu. No coż, wpadli – więc nie wiedzieli.
Wracając do sedna, komunikaty o aprecjacji czegokolwiek nie wpływają na płacone przez Ciebie raty z karty kredytowej. Żyj więc spokojnie i do następnej płatności
I pamiętaj, że odsetki liczą się od daty pierwszej transakcji…